22 lutego 2017

Dwa miasta i ten sam bieg.

Jak mogę to startuję w City Trail. W tegorocznej edycji biegi tak się ułożyły, że 4 z 6 wypadały w moje pracujące niedziele. Co prawda później tak się ułożyło, że jedną z tych pracujących niedziel miałem wolną, ale i tak nie było szans na ukończenie minimum 4. Co zrobić? O tym za chwilę, póki co kilka słów z nadprogramowego startu w Bydgoszczy.

W Bydgoszczy byliśmy późno więc po wyjściu z samochodu potruchtaliśmy do biura zawodów i wpadliśmy tam w ostatniej chwili, prawdę mówiąc to ekipa powinna już się zwinąć i szykować do witania biegaczy pojawiających się na mecie.
fot. bydgoscybiegacze.pl

fot. City Trail


Nie miałem ochoty na ściganie, a że spotkaliśmy Krzyśka postanowiłem pobiec razem z nim. Tempo ok. 15 sekund poniżej 6 min/km, trochę pogadałem, wbiegliśmy na metę i tyle. Żadnych nadzwyczajnych historii. Po biegu szybka ucieczka na obiad u teściów, a po obiedzie i krótkim odpoczynku urwałem się na bieg do domu. Dorobiłem jeszcze 19 km.

Tyle o czwartej odsłonie bydgoskiego City Trail.

Jadąc na urlop sprawdzić gdzie da się pobiegać. To taka moja tradycja, zawsze gdy się gdzieś wybieramy sprawdzam co jest w okolicy. W tym roku poszukiwałem czegoś pomiędzy Bydgoszczą a Dusznikami Zdrój. Trafiło się idealnie, sobota, pierwszy dzień urlopu i City Trail we Wrocławiu. Ruszyliśmy wcześnie rano by spokojnie dotrzeć do Wrocka. Ubrani na biegowo, wystarczyło tylko odebrać numery startowe i czipy oraz sprawdzić warunki na trasie.

Mróz, śnieg, miejscami lód. Nie było opcji, założyliśmy kolce. Po kilku godzinach w samochodzie mój pęcherz stwierdził, że trzeba nawiedzić plastikową budkę. Wybrałem taką z uchylonymi drzwiami (zawsze w niej więcej świeżego powietrza), zamknąłem się, załatwiam co trzeba i kuku. Otworzyły się drzwi, usłyszałem damski głos mówiący przepraszam, drzwi się zamknęły i po kilku sekundach usłyszałem jeszcze przepraszalne "nic nie widziałam". Hmmm Do tej pory nie wiem czy się cieszyć czy smucić z tego powodu.

Poszliśmy z Madzią po numery startowe budząc spore zdziwienie. Najpierw u Łukasza, później u Justyny i Piotra. Za każdym razem zaczynałem żartem mówiąc "Jedziemy sobie, patrzymy, o City Trail. No to pobiegniemy."

Kolce na nogi i hop. Pobiegniemy. Postanowiłem towarzyszyć Madzi i podkręcić jej tempo tak, by zeszła poniżej 30 minut. Oczywiście nic jej o tym nie powiedziałem.

Wrocławska trasa różni się od bydgoskiej. Również jest płaska (acz nie aż tak jak w Bydgoszczy), wiedzie lasem, więc ścieżki są nieco węższe. To czym się różni znacząco to brak asfaltu (chyba, bo śnieg sporo zasłaniał), a przede wszystkim jest kręta. Co chwila był jakiś zakręt.

Tuż przed startem widzieliśmy paru pechowców, którzy upadli na lodzie, niestety kawałek trasy w okolicy bramy był bardzo śliski. Ruszyliśmy podziwiając pnie liściastych drzew (takich w Bydgoszczy się nie uświadczy), na zegarku tempo w okolicach 6 min/km, od drugiego km szybciej. Na ostatnim podkręciliśmy do 5:35. Efekt taki, że metę minęliśmy w czasie 29:26. Bardzo ładnie.
fot. Grupa Biegowa runnersclub.pl

To co nas zaskoczyło we Wrocławiu to wspólny start. Żadnych podziałów na strefy czasowe i wypuszczania falami. Zawodników jest na tyle mało, że wyruszają razem.

Rach, ciach, poznaliśmy kolejną trasę City Trail. Na koncie mamy Bydgoszcz, Łódź i Gdynię oraz letnią wersję Poznania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...