09 stycznia 2017

Bieg dla Kasi

Nie myślcie, że nie biegam! Rozleniwiłem się opisowo. Ot co, choć na fejsie coś tam wrzucam.

4 grudnia 2016 wyskoczyliśmy do Bydgoszczy by pobiec dla Kasi. Dziewczyna w wyniku poporodowych komplikacji zapadła w śpiączkę. Młodzież jednego z bydgoskich liceów postanowiła zebrać pieniądze na leczenie i rehabilitację.


Planu na bieg nie miałem. Postanowiłem rozgrzewkowo obskoczyć okolice starej części Kanału Bydgoskiego (w tym czasie Madzia odebrała mój pakiet, bo kolejka była straszna) - wyszło tego 4,5 km, później start. Czekając na rozpoczęcie rywalizacji była okazja pogadać z Moniką Ciaciuch - naszą medalistką olimpijską. Niestety nie dała się namówić na maraton. Krótko przed startem włączyła mi się głupawka. Spotkanemu Piotrowi zaproponowałem ustawienie się w pierwszej linii. Jako, że była telewizja dodałem, że początek biegniemy na maksa, on dodał, że tylko do kamery. No to przed nami jakieś 200 m sprintu. Po chwili okazało się, że startować nie potrafię. Myk, myk i po 10 krokach byłem lekko z tyłu, cóż,  przydusiłem i dzięki temu znalazłem się w kadrze TVP Bydgoszcz. Gdy ją minąłem zwolniłem.

Po 400 m zerknąłem na zegarek, a ten pokazywał średnie tempo poniżej 4 minut/km. Zacząłem się zastanawiać jak szybko musiałem biec.
fot. bydgoscybiegacze.pl

Trasa wąska, kręta, tłoczna. Ciągle jestem wyprzedzany. Przebiegliśmy śluzę na Bronikowskiego i biegliśmy południową stroną kanału. Po jakimś czasie to ja zacząłem wyprzedzać tych, którzy przeszarżowali na początku. Paru klepnąłem i zachęciłem do walki. W okolicy 4,3 km dogoniłem dziewczynę. Na kolejnym moście ktoś jej powiedział, że jest pierwsza więc postanowiłem ją nieco zdopingować i podkręcić jej tempo. Ewelina dała radę, ostatnie 300 m pobiegliśmy w okolicach 4:05/km
fot. Tym żyje Bydgoszcz

Na mecie oddałem czip i ruszyłem na trzecie kółko tego dnia. Planowałem wybiegać ok. 12-14 km. Biegnąć minąłem paru znajomych, kilku mówiło, że biegnę w złą stronę, na co odpowiadałem im, że dostałem karę i muszę wrócić na start. Gdy dobiegłem do przystanku na Nakielskiej zawróciłem i podreptałem w okolice mety.

Impreza fajna, z obsunięciem czasowym, ale cóż. Trzeba wybaczyć, bo chętnych by przyłączyć się do zbiórki było wielu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Trzynasty po raz drugi

Maraton Karkonoski poznałem dwa lata temu. Trasa wówczas zmasakrowała mnie na ostatnich 7 kilometrach. Do tego czasu nie wiedziałem, że zbie...