30 września 2016

Dziękuję że mogłem pobiec dla Fundacji Rak'n'Roll

Dziękuję.
Najzwyczajniej w świecie mogłem wpłacić 130 zł i pobiec Maraton Warszawski. Wymyśliłem jednak, że mogę zaangażować kilka (a może kilkanaście) osób i ze zwykłego przebiegnięcia 42195 metrów zrobić coś więcej - zebrać pieniądze na działalność Fundacji Rak'n'Roll. Zapisałem się zatem w ramach akcji #biegamdobrze i poprosiłem Was o wsparcie. To Wasza życzliwość i Wasze wpłaty sprawiły, że mogłem pobiec.

27 września 2016

Rak'n'Roll maratonie

Start w Maratonie Warszawskim przesądzony był w ubiegłym roku. W grudniu stwierdziłem, że zaryzykuję zbiórkę na rzecz fundacji Rak'n'Roll. Rach, ciach i uzbierałem zakładane 600 zł, później doszło trochę i trochę i dzięki Waszej życzliwości zebrałem 981 złotych (dorzucę brakujące 19 i będzie wyglądać ładnie, znaczy okrągło). W ramach zbiórkowego zobowiązania mam jeszcze przed sobą 4 donacje płytek krwi, póki co drobny zabieg chirurgiczny wykluczył mnie do końca roku.

11 września 2016

Rozpędzająca się lokomotywa

- Nie przeczytałam regulaminu.
Nie wzruszyłem się tym, jechaliśmy dalej. Po trzydziestu kilometrach bardziej wkurzała mnie wlokąca się ciężarówka na nakielskich tablicach. Widać, że cukrownia rozpoczęła kampanię. Na wąskiej drodze nie było szans na wyprzedzanie i miałem wielką nadzieję, że na krzyżówce w Janiej Górze pojedzie prosto.

Pojechała. A my prosto do Lubiewa.

Bieg Szlakiem Trzech Wież nad Borami to impreza, która do 2014 roku rosła w siłę, jednak w ubiegłym nastąpił znaczny spadek frekwencji. Z 242 zawodników w 2014 zrobiło się 123,
w tym zapowiadało się jeszcze mniej. I niestety tak było, na mecie zameldowało się raptem 77 osób.  Szkoda, bo jak się przekonałem to bardzo fajna impreza.

07 września 2016

Wąbrzeska dycha

Wąbrzeźno kojarzy mi się z audycja Śledztwo prowadzą słuchacze emitowanym w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku  na antenie Radia PiK w Bydgoszczy. Jedną ze słuchaczek, które często dzwoniły była pani z Wąbrzeźna. Jakoś tak daleko umiejscawiałem wówczas to miasteczko.

W toku przedmaratońskich testów wymyśliłem start na 10 km, wybór padł właśnie na Wąbrzeźno. Bez problemu namówiłem Madzię, nieco dłużej zeszło mi z Justyną, ale też zdecydowała się na start. Jakiś tydzień przed wyjazdem odezwał się Grzesiu i zapytał czy znajdzie się dla niego miejsce w samochodzie. Dla kogo jak kogo, ale dla Grzesia musiało się znaleźć.

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...