28 marca 2016

Rok

O ile pamiętam to była sobota 3 kwietnia 2015 roku. Nie wiedziałem, że 103 km  dalej wsiadł w samochód i pojechał trochę na wariata. Pewnie sprawdził ile jest i gdzie są i tyle. Gdy dotarł (nie pytałem, ale nie sądzę żeby było inaczej) błądził i szukał. Znalazł.

Nie pamiętam czy to była sobota czy niedziela. Pewnie sobota bo bywaliśmy codziennie. Bardzo się zdziwiłem. Duży znicz, na nim czarna naklejka z białym biegnącym ludzikiem, tuż za nim księżyc, pod nim napis night runners i odręcznie dopisane POZNAŃ.

Pytanie kto to mógł być?


Później wrzuciłem je na facebookowym profilu. Odezwał się nieznany człowiek. Maciej. Spod Poznania. Szmat drogi. Wymieniliśmy kilka zdań. Jakiś czas później wspomniał, że pobiegnie poznański półmaraton z Weroniką w głowie.

Zrobił to, postanowił powiesić na jej grobie medal. Umówiliśmy się na kawę, spędziliśmy miłą godzinę, może ciut więcej i rozjechaliśmy się do domów.

Czasem coś do siebie napiszemy. Jesienią Maciej wspomniał, że biegnie Maraton Warszawski. Powiedziałem, że w chwilach kryzysu może liczyć na pomoc Weroniki, wystarczy, że poprosi.

27 września 2015 roku. Pobiegł. Moje myśli błądziły wokół startu Macieja i Maratonu Poznańskiego, w którym miałem debiutować 2 tygodnie później. Pobiegł. Ukończył. Zrobił życiówkę. Bodajże 3:28:25

28 września 2015, godz. 00:20 napisałem do Macieja:
niezły prezent na urodziny
Ja Ci napiszę jedno. 3.28. jak 28 marca. dzień śmierci Weroniki
tych sekund powinieneś urwać do 15
Jeszcze raz gratulacje

O 11:03 napisał:
Tomek. Jest korekta na sts timing. Czas oficjalny 03:28:15.

Nastąpiła krótka wymiana zdań:

- Jaja sobie robisz? Ale numer!
- Powaga. Jest korekta w tym linku z wynikami na żywo i na stronie STS-u w wynikach.
niesamowite
No kurde aż mi się wierzyć nie chciało. A rano jak wstałem, to przeczytałem wiadomość od Ciebie, że powinienem urwać do 15 sekund... A potem sprawdziłem wynik...

3 jak marzec 28 jak 28, 15 jak 2015. Data śmierci Weroniki.


Z Maciejem widzieliśmy się w Poznaniu przed maratonem. Widok Magdy z pakietem startowym nie zrobił na nim wrażenia. Ot biegnie. Normalna rzecz (choć jak wiadomo to było szaleństwo z jej strony). Porozmawiałem z nim chwilę po maratonie. Zrobił planowe 3:40. 

Czasem zamieniamy parę zdań w sieci. Ostatnio wysłałem mu tomik z wierszami poświęconymi Weronice, poprosił o nasz adres bo chciał coś wysłać. Nie pytałem co, pomyślałem o życzeniach świątecznych. 

W czwartek zapytał czy przesyłka dotarła (wiersze tak, kopertę chciał otworzyć wieczorem). Dotarła. Koperta z folią groszkową. Otworzyłem, wyjąłem medal z Maratonu Warszawskiego. Z dedykacją.

Dziś zawisł na wieszaku obok grobu. Ot wieszak zmajstrowany na potrzeby laurek, które czasem robi Bartek.


Rok.
Zleciał jak jasna cholera.
Wiele się wydarzyło w tym czasie.
Wiele osób spotkaliśmy, kilka szczególnych, np. Macieja.
Sporo rzeczy się zadziało, sporo pozmieniało w naszych głowach.
Rok.

A przecież...
Mieliśmy 
wiele razy
piosenkę o bocianach [...]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...