18 grudnia 2015

7 dni - świat

Niespełna tydzień temu (brakuje jeszcze paru godzin) wymyśliłem, że w Maratonie Warszawskim pobiegnę charytatywnie. #biegamdobrze to akcja, która rzuciła mi się w oczy rok temu.
Idea jest prosta, najlepiej wyjaśnia ją informacja organizatora:Obok tradycyjnej formy zapisów funkcjonuje ścieżka charytatywna ‪#‎BiegamDobrze‬, w której rejestrujący się nie ponosi opłaty, jedynie wybiera cel i organizację dobroczynną, na którą poprzez jego profil są zbierane wpłaty. Po przekroczeniu progu 300 zł uczestnikowi automatycznie nadawany jest numer startowy. #BiegamDobrze to inicjatywa promująca tak biegaczy, jak i szczytne inicjatywy społeczne. Każdy uczestnik prowadzi własny profil, poprzez który może komunikować się z przyjaciółmi i fanami, promować swoją akcję w mediach społecznościowych, definiować cele zbiórki, wyzwania i deklarować działania po osiągnięciu ustalonego progu zbiórki tym samym mobilizując siebie i innych.

Wśród organizacji, które można wspierać znalazły się: Amnesty International, Fundacja Dzieci Niczyje, Fundacja Synapsis, Fundacja Rak’n’Roll. Wygraj Życie!. W tym roku do akcji dołączają również: Fundacja Wcześniak i WWF Polska. Wszyscy uczestnicy #BiegamDobrze otrzymają pakiet startowy z koszulką techniczną, a wspierane organizacje zadbają o dobre samopoczucie i mobilizację swoich dobroczyńców tuż przed startem.
Od momentu rozpoczęcia akcji w tym roku zebrano już ponad 200 tys. zł.

Zapisałem się, wybrałem Fundację Rak'n'Roll i ogłosiłem to na blogu (tradycyjnie w dwóch miejscach na blogspot i na maratonypolskie.pl). Następnego ranka zdziwienie, bo tekst na maratonach zawędrował na główną stronę (w sumie to nic nowego, tak się miło składa, że admin regularnie uznaje moje wpisy jako warte podlinkowania na głównej), ale miło mi się zrobiło, bo dzięki temu wiedziałem, że akcja dotrze do dużo większej liczby ludzi.

Na koncie pojawiło się pierwsze anonimowe 10 zł, po chwili dycha od Aurelii, rano dwie dychy od Kasi. Pomógł Joseph przelewając 10 zł, erinaceus 50, Cześ, Wroc, Ja (z Gorzenia) po 20, Marta przelała 30, Midriel 50, JotFanka, Gorzeń Run po 20. Maro dorzucił 30 zł i okazało się, że dostałem maila od Fundacji Maraton Warszawski

No to się zdziwiłem. 16 grudnia, w piątej dobie zbiórki na koncie fundacji uzbierało się wymagane 300 zł, a zatem... POBIEGNĘ W MARATONIE WARSZAWSKIM.

Do zrealizowania pozostaje postawiony przeze mnie cel - uzbieranie 600 zł, po stówie za każdy rok życia Weroniki. Jak się uzbiera dam sobie sześć razy odwirować płytki krwi. Przyznam się, że wolę trombaferezę od donacji krwi pełnej, bo nie ograbia tak znacznie z czerwonych krwinek, a co za tym idzie nie wpływa na znaczne obniżenie wyników biegowych. A poza tym płytki trafiają niemal w całości do potrzebujących.

Zbiórka trwa nadal. JoaWit dorzuciła 20 zł, dziś w imieniu Francuzów przelałem równowartość 50 euro. I w ten oto sposób przybliżyliśmy się do planu minimum. Do 600 zł brakuje raptem 59 zł. To wszystko kwestia czasu. Ja od siebie dorzucę równowartość opłaty startowej, ale wybaczcie, zrobię to pod koniec lutego, najdalej marca.
Oj oddam tych płytek, oddam. A przydają się, bo Wierka kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) razy miała toczony rosołek - płytki i barszczyk - krwinki czerwone (na NUKKCz - czyli Napromieniowany Ubogoleukocytarny Koncentrat Krwinek Czerwonych się nie rzucę, bo nic nie wybiegam).
Miło tak pomagać, chociaż... Chociaż ja niczego nie robię. To Wy jesteście wielcy i za to Wam dziękuję.

A na koniec podzielę się myślą, która naszła mnie pierwszego ranka po zapisaniu się na maraton. To nie jest takie hop siup, że niby zapisałem się na bieg. To nie jest tak, że pojadę do Warszawy, stanę na starcie, albo i nie stanę bo znajdę milion powodów by zrezygnować. To nie jest tak, że pobiegnę i tyle. Ten start to zobowiązanie. Zarówno wobec Fundacji Rak'n"Roll (szczęśliwie niemal zrealizowane) jak również wobec Was, którzy mi zaufaliście, którzy wierzycie w powodzenie tego pomysłu, nieco szalonego bo będzie to mój przynajmniej trzeci (ciągle myślę o Wrocławiu) start na królewskim dystansie w 2016 roku, a oprócz tego jeszcze lekkie ultra (46,7 km) w Maratonie Karkonoskim z przewyższeniami +/- 2150 m. Szczęśliwie nie mam jeszcze planów półmaratońskich, maratony skutecznie kolidują mi z połówkami (szkoda mi Unisławia z jego podbiegiem, ale co zrobić). 

Ale wiem jedno. MAM TĘ MOC.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...