15 listopada 2015

"Ciebie nie muszę przedstawiać" i "Będziesz moim Tomkiem"

(W sumie mam problem z tytułem wpisu, więc daję dwa. Oba dotarły do mnie z ust (i palców) jednej osoby.)

Pobiegaliśmy. Okazją była druga odsłona City Trail w Bydgoszczy. Przyznam się bez bicia - ostatnio bieganie mi nie idzie. Nie mam motywacji. Wskakuję w ciuchy dwa razy w tygodniu i tyle. Nic więcej. Jakbym nadal miał roztrenowanie. Trochę brak mi czasu, a tak prawdę mówiąc wyskrobałbym go gdybym tylko chciał. Jaki z tego wniosek? Pora przeczytać Bieganie metodą Danielsa, opracować plan i biegać, biegać, biegać... Tym bardziej, że powinienem się wstydzić, minęło pół miesiąca, a ja zrobiłem 42 km.

Do Myślęcinka pojechałem bez planu. Tydzień temu mocno pociągnąłem w Łodzi, teraz nie czułem potrzeby. Ot, zastanawiałem się czy pobiec tempem w okolicy 5:00 czy może ciut szybciej, ale tak jakoś mi te 25 minut nie pasowało, więc w ostatniej chwili wymyśliłem, że ruszę po 4:45 min/km.

Przed biegiem  jak przed biegiem. Dziś mżyło i było chłodno. W drodze do biura zawodów co chwila mijałem ludzi uśmiechających się na mój widok. Im dalej tym więcej uśmiechów zbierałem. Taki jestem!
fot. facebook.com/BydgoscyBiegacze


Nie! Wcale nie chodzi o to, że jestem tak znany! Taki byłem ubrany. Dziś wskoczyłem w leginsy, które wróżyły jedno - nie da się mnie nie zauważyć. Ot moja fanaberia.

Byliśmy dość późno, więc załatwiliśmy formalności, zerknęliśmy do strefy fizjo, zamieniliśmy parę zdań ze znajomymi i już ruszyłem na rozgrzewkę. Tym razem z Kasią. 1150 metrów asfaltem i powrót. Kasia gdzieś zniknęła, a ja wskoczyłem do lasu poszukać szczęścia między drzewami. Podobno sosna jest jak ojciec, daje siłę. Tak mówiła pewna zielarka. Trochę się porozciągałem, wskoczyłem na asfalt na trzy przebieżki, ale bez jakiejś spiny. Dziś miało być dość luźno.

Tuż przed startem prawie mnie pobito za całowanie rzekomo obcej kobiety (to mi się Madzia zmieniła hihi), pogadałem z Izą, która chciała mnie gonić i niemal już. Grupa poniżej 22 minut ruszyła, my czekaliśmy jeszcze półtorej minuty i wreszcie Benek się nad nami zlitował. Start, 100 metrów za mną, kontroluję tempo, a tam ni czorta nie widać 4:45. Zwolniłem, po 200 m zegarek nadal pokazuje coś innego. Coś w okolicach 4:10.

fot. Grzegorz Perlik
 Po 500 m 4:15 a ja nadal swobodnie oddycham. No nic. Trochę zwolnię, ale będzie szybciej od planu. W lesie pojawiła się tablica z 1 km, a zegarek mówi, że to dopiero 900 m. Gdy zawibrował pokazał 4:19. W nogach i płucach luz, nie to co tydzień temu. No to tak sobie biegłem, i biegłem, minął drugi i trzeci kilometr (4:28 i 4:29), a ja nadal bez jakiegoś wielkiego wysiłku.

Hmmm, a może tak spróbować zejść poniżej 22 minut? Jestem przecież blisko właściwego tempa, tracę ok. 10 sekund. No to postanowiłem spróbować, ale bez szarpania. W okolicy 2,5 km Grześ Perlik krzyknął bym walczył, a ja biegłem sobie ot tak, więc odpowiedziałem mu, że dziś nie gonię.
fot. Grzegorz Perlik

fot. Grzegorz Perlik
Czwarty kilometr szybciej. Powoli wyprzedzam kolejne osoby. Poszedł w 4:17, więc jestem na idealnej drodze do realizacji podjętego przed chwilą zadania. Wyprzedzam dziewczynę, która głośno walczy o każdy oddech. Mówię jej, że za 300 m asfalt. Pewnie nie słyszała, bo zagłuszały ją słuchawki. I wreszcie asfalt, tu można przyspieszyć, zawsze to mniejsza męczarnia. Podkręcam tempo, sprawdzam co pokazuje zegarek i wiem, że spokojnie się zmieszczę.
fot. facebook.com/BydgoscyBiegacze

Zakręt w prawo, trawa, szybko. W sumie po co się bardziej męczyć? Ale znów na ostatnich 10 metrach ktoś mnie dopada i wyprzedza o krok, kontruję, z prawej strony słyszę kogoś krzyczącego "Dawaj Tomek". No to dałem i kontra okazała się skuteczna. 21:45, średnie tętno 183, maksymalne 197. Jest dobrze, będzie z czego budować formę na wiosnę. Muszę tylko rozgryźć koncepcję Danielsa.

Kusiło mnie by wyskoczyć na przeciw Madzi, ale spory kawał trasy odzywały mi się tyły uda, więc wskoczyłem do strefy fizjo by poddać je katuszom. Pani Kinga jak zwykle dała czadu, na deser strzeliła szybko po powięzi i gdy już się ubierałem rzuciła okiem i orzekła krótkie "Będzie siniak".

W drodze do depozytu spotkałem Jolę. Zabawiła się w formalności "To jest moja siostra Kasia. Ciebie nie muszę przedstawiać". Cóż... Faktycznie, są ludzie, którzy mnie znają. Oj zimno się zrobiło, zimno. Polar i kurtka trochę pomogły, ale nie bawiliśmy się w szczególne poszukiwanie znajomych. Poszliśmy do samochodu i pomknęliśmy do domu. 

A w domu przeczytałem sms >>W drodze powrotnej usłyszałam od siostry "będziesz moim Tomkiem"<<
I ni czorta nie wiem co to znaczy. Bo niby co? Przecież ja tylko lubię pobiegać i czasem pogonić się z czasem. Bo na gonienie się z ludźmi jestem zbyt wolny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kolejne City Trail za nami

Od 2015 r. na tę chwilę czekamy od jesieni - startu kolejnych edycji City Trail. A krótko przed jest stres i radość jednocześnie. Podsumow...