20 września 2015

Przez chwilę byliśmy zwycięzcami

Od kilku tygodni zatruta studnia (jak mój znajomy nazywa TVN) trąbiła o PKO Biegu Charytatywnym. Pomysł startu pojawił się spontanicznie. Idea słuszna. Sztafeta, maksimum 60 pięcioosobowych drużyn w każdej z 12 lokalizacji. Czas 60 minut. Każde okrążenie to jeden posiłek dla dzieci fundowany przez PKO.

Padł pomysł, pojawiła się samozwańcza kierowniczka drużyny. Pojawiła się nazwa więc hop. Szybka rejestracja i Ortimed Runners Team pojawił się jako pierwszy na liście. Dni mijały, każdy biegał (albo i nie biegał) swoje. Przyszedł sobotni poranek. Zebraliśmy się na stadionie bydgoskiego Zawiszy. Ostatni (i jedyny) raz biegłem tam w 2001 roku w czasie sprawdzianu wojskowego, czyli na 3000 m (czas grubo powyżej 15 minut - teraz byłoby pewnie poniżej 12).


Dostaliśmy ładne numery startowe. 1/1 do 1/5. Dla mnie jako rodzynka przypadł środkowy 1/3. Skład to Kasia, Justyna, ja, Madzia i Justyna. Czy mieliśmy w drużynie jakiś pewniaków, o których nie trzeba było się obawiać? Samych. Wiedzieliśmy na co kogo stać, komu będzie trudniej z racji plączącej się od ponad miesiąca kontuzji.

Nie wiem dlaczego, ale dziewczyny okrzyknęły mnie trenerem. Bezsens bo przecież nie znam się na bieganiu. Majtam nogami po polach i tyle. Teoretyczne podstawy mnie szczególnie nie interesują. Jeszcze mniej interesuje mnie fizjologia.

Gdy z Madzią i Ewą dotarliśmy na miejsce otrzymaliśmy pakiety z numerami i koszulkami. Po założeniu pasa pulsometru ruszyłem na parę kółek. Pierwsza myśl - dłuuugie. Kurcze. Trzy proste i trzy zakręty bieżni w Mroczy są zdecydowanie krótsze. Potruchtałem, pogadałem, i ustawiliśmy się w strefie zmian.

Wymyśliłem prostą strategię. Pobiegnę najwięcej bo dam radę. Chyba.
Jeden cykl wyglądał następująco: 1 Kasia, 2 Justyna K., 3 ja, 4 Madzia, 5 Justyna J. 6 ja. I od nowa.
Przed zawodami zakładałem, że zrobimy 30-32 okrążenia, ale czy to realne?

40% drużyny wybrało New Balance 1980 Fresh Foam Zante
Dziewczyny przyjechały z dzieciakami. Jedna z dziewczyn chyba się bała, bo zabrała rodziców. I chwała. Było komu mieć baczenie na nasze bambetle.

Po odprawie i wytłumaczeniu działania strefy zmian pierwsza zmiana poszła na linię startu, a my czekaliśmy w pit stopie na naszą kolej.  Kasia poszła ostro. Ze zdjęć wyszło jakby walczyła na łokcie.
fot. Krystian Janik

W strefie zmian tłok, ale ludzie szybko załapują o co chodzi. Szczęśliwie nikt nie upadł. Widzę, że ktoś biegnie drugie okrążenie i nie robi zmiany.

Po Kasi pognała Justyna. Nie minęła chwila a przyszła kolej na mnie. Pałeczka, pstryk w zegarku i gnam.
Tempo 2:57. Zwolniłem. 200 metrów, 300, 350 i przyspieszam. Jak się oddaje pałeczkę? Widzę Madzię, dobiegam, chwyciła i ruszyła co sił. Pierwsze kółko w 1:22. Super czas.
Madzia walczy, wiem, że to dla niej kosmiczne prędkości, bo jeśli rzucała się do sprintu to na ostatnich 50-100 metrach. Pierwszy łuk, posta, drugi łuk. 50 metrów do strefy zmian, druga z Justyn już gotowa.
Pałeczka, dłoń, poszła. Co z tego wyjdzie? Czy kontuzja da o sobie znać? Walczy. Wypatruję jej, bo znów będzie moja kolej. Nieco odpocząłem. Ruszam. Biegnę. Wyprzedzam. Jestem wyprzedzany. Niektórzy gnają w najlepsze. Wiem, że to kółko musi być nieco wolniejsze. 1:23.

Na kolejnych zmianach dziewczyny dają z siebie wszystko. Ja też. Tempo nieco spada, po 200 m czuję ból, brak sił więc nieco przyspieszam by mieć to za sobą. W przerwach tętno spada poniżej 130 uderzeń więc jest dobrze. Po ósmej zmianie mam dość, dziewczyny proponują bym odpuścił jedno kółko, ale że tętno nadal schodzi poniżej 130 wiem, że mogę ciągnąć.
fot. Agnieszka Konopińska

Okrążenia 4-7 robię w 1:29-1:30, ósme wolno 1:32, dziewiąte przyduszam i znów 1:29, dziesiąte 1:31. Wiem, że 11 może być ostatnie, więc ciągnę mocniej. 1:25.
fot. Krystian Janik

Zostało ok. 5 minut. Po mnie Madzia i Justyna J. Może zdążę wybiec na 12 kółko.  Tak. Widać, że Justynie biegnie się coraz trudniej więc jej imienniczka rusza na drugi łuk dodać jej otuchy. Gdy dobiega dostaje pałeczkę. Ponoć Justa kiepsko wyglądała, kto wie czy by nie padła. Stoję w strefie zmian i bez sensu puszczam Justynę na całe kółko. Gdybym wiedział, że dostała pałeczkę z powodu wyczerpania/kontuzji (to jedyna możliwość zmiany poza strefą) to przechwyciłbym ją ja.

Ruszam na ostatni łuk. Justyna ma wyraźnie dość. Biorę pałkę i pędem, bez uruchamiania stopera dokręcam 50 metrów. Wystrzał. Koniec. Zatrzymałem się na 285 metrze. Kładę się na tartanie i przez chwilę odpoczywam. Czuję jak schodzi ze mnie ciśnienie. Po chwili podchodzą dziewczyny, chyba są zadowolone. Ile okrążeń zrobiliśmy? Ile wybiegaliśmy obiadów?

Jest czas na zdjęcia, na pogadanie ze znajomymi. Po spisaniu wyników drużyn wszyscy ruszyliśmy na honorowe okrążenie, zakończone wręczaniem medali. Dziewczyny szykują się do wspólnego zdjęcia, ja wyskoczyłem się napić. Nagle słyszę z głośników, że w okolice podium zapraszają naszą drużynę. Niemożliwe. Ale wołają, wyczytują nazwiska. No to skrzykuję kobiety i czekamy. Najlepsza drużyna
 mieszana? Czyżbyśmy zrobili aż tyle okrążeń? Wskakujemy, gratulacje, torby z upominkami, uściski dłoni. Super! Wygraliśmy. Jesteśmy zwycięzcami.

Schodząc z podium prowadzący imprezę Sebastian Chmara pyta mnie czy też biegłem. Owszem. Okazało się, że nagradzali kategorię kobiet. Jak to zrobili, że stałem się kobietą? Oczywiście zostaliśmy obok do wyjaśnienia i odnalezienia na liście kobiecej reprezentacji. Żartowałem sobie, że dziś mogę czuć się kobietą, a że gender ostatnio modne to nagroda powinna nam się należeć.

Trudno. W ogóle się tym nie przejmujemy, żartujemy sobie. Sebastian Chmara obiecuje nagrodę pocieszenia więc pytam czy to będzie buziak.

Wreszcie jest czas na wspólne zdjęcie. Dziewczyny wymyśliły, że położymy się na trawie i zrobimy gwiazdę. Jak już się zaczęły układać zażartowałem czy chcą grać w słoneczko, bo jakoś tak mi się skojarzyło (jakoś wyobraziłem sobie, że ułożymy się nogami do środka). 
Już mieliśmy iść po ciuchy, gdy któraś wypatrzyła "ładną panią z telewizji", która była twarzą biegu w Bydgoszczy. Znaczy Dorotę Gardias. Pytają czy możemy zdjęcie. Oczywiście. Gdy podchodziła do nas wyciągnąłem rękę z aparatem i powiedziałem "To zrobi nam Pani zdjęcie". Mina bezcenna :D Oczywiście że o foto poprosiliśmy kogoś innego. Pstryk, pstryk i w zasadzie była pora ruszyć do domów. Zabraliśmy Ewę i pognaliśmy.

Ile wybiegaliśmy? 35,7 okrążenia. Niemal 4 więcej niż zakładane optimum. Super wynik. Kasia strzeliła 5,8, Justyna K. 7,2, ja 11, Madzia 6, Justyna J. 5,7. Ładnie! Bardzo ładnie.
Dziewczyny dały z siebie wszystko.



Tutaj znajdziecie zdjęcia, które zrobiliśmy w czasie zawodów.

A co jest najlepsze? Już mnie pytano czy wiem coś na temat zawodów drużynowych. Chyba się spodobało :)

2 komentarze:

  1. Gratulacje. Przez moment byliście zwycięzcami. :D
    U nas w Lublinie też się trochę zrobił bałagan w momencie jak nagradzali najstarszą uczestniczkę biegu.

    OdpowiedzUsuń
  2. gratulacje. fajnie zrobić coś dobrego.
    widać, że impreza pko była na wysokim poziomie.

    OdpowiedzUsuń

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...