04 sierpnia 2015

Tour de City Trail onTour

3 sierpnia pojawiliśmy się w bydgoskim Myślęcinku. Tym razem w nieco innym miejscu - na polanie Różopole. Zawitał tam cykl City Trail onTour. Nowa lokalizacja to poszukiwanie możliwości rozwoju biegu. Łatwiej zorganizować biuro zawodów, mniej blokuje się myślęcińskie ścieżki. Widać organizatorzy myślą, że Bydgoszcz spróbuje gonić Poznań (zimą w Poznaniu startuje już ponad 1000 zawodników, w Bydgoszczy ponad 600).
Pod koniec czerwca Piotr Książkiewicz zapytał mnie czy znalazłbym czas by wypróbować nową trasę.

Na mapie wyglądało ciekawie i po wgraniu kursu w zegarek ruszyłem na testy. Traf chciał, że po starcie od razu skręciłem w lewo i trasę robiłem pod prąd. Wyglądała... Miejscami trafiały się wykopane wzdłuż drogi rowy, jakby ktoś kładł nowe kable. Dalej robiło się wąsko, w drogę wchodziły gałęzie drzew (gdyby patrzeć na trasę we właściwym kierunku były to okolice 2 km). Trasa nie wyglądała źle. Gdyby puścić ją w odwrotnym od zakładanego przez Piotra kierunku owe przewężenie nie powinno sprawiać kłopotu.


Drugi raz na trasę ruszyłem 23 lipca. Tym razem robiłem na niej 10 km WB2. Tym razem we właściwym kierunku. Biegnąc szybciej stwierdziłem, że jest bardzo fajna. Nawet to, że wąska uznałem za jej urok. Do tego sporo kawałków było piaszczystych, jeden mały podbieg - też z piachem. I to co najważniejsze z małą ilością asfaltu.

W poniedziałkowe popołudnie pojawiliśmy się na Różopolu. Od czwartku zastanawiałem się czy pierwszy raz Bydgoszcz będzie miała wyższą frekwencję niż Poznań. Patrząc na listę zawodników zapowiadało się, że tak będzie.

Z każdą chwilą tłum gęstniał. Rodzice, dzieci, z racji upału nie widziałem biegaczy z psami. W biurze zawodów jak pszczoły uwijali się Justyna, Ola, dwóch Piotrów, Kamil, Tomek i jeszcze parę nieznanych mi z imienia osób.

Z wolna pojawiali się znajomi. Ewa, Kasia, Justyna z Tomkiem i Natalką, Karolina, Ania, Maciej. Co chwila ktoś mnie zagadywał, witał się, pytał co dziś chcę wybiegać. Najśmieszniejsze było to, że kilku z tych osób nie kojarzyłem. Z rozmów wyszło na to, że sporo osób śledzi mój blog. Dziękuję Wam, bo to były miłe spotkania i sympatyczne rozmowy.
fot. Grzegorz Perlik

Na ten start trafił mi się wyjątkowy numer. 1. Trafić coś takiego to rarytas. Madzia 2, Anka 3. Będzie niezła pamiątka.
Planu na start nie miałem. Wiedziałem, że nie będę się ścigał, bo priorytetem jest realizacja planu przygotowań do maratonu, a ten na następny dzień przewiduje 11 km rozbiegania i 10 powtórzeń kombinacji 50 m skip A + 50 m wieloskoku.

Madzia postanowiła wybić mi z głowy pomysł pogonienia jej na życiówkę więc w przedstartowym tłumie ruszyłem gdzieś do przodu. Ruszyliśmy. Początek trawą, a po chwili zakręt w prawo i weszliśmy na asfaltowy kawałek. Zaczął się pierwszy, najtłoczniejszy odcinek. Bardzo wąski. Z prawej strony nie było jak wyprzedzać więc szybko przeskoczyłem na lewą i wolniejszych współtowarzyszy wyprzedzałem biegnąc trawnikiem.
Po zbiegnięciu w lewo, na kawałek starej trasy zrobiło się luźniej. Biegłem bez spięcia co chwila pokrzykując coś żartobliwego. Po 1 kilometrze skończył się asfalt i wbiegliśmy na zwężający się kawałek ścieżki wiodącej przez las. Z mniejszymi i większymi problemami dawałem radę wyprzedzać. Jak dla mnie, mimo upierdliwości, odcinek od 0,8 do 1,6 km jest najbardziej urokliwym.
fot. Bydgoscy Biegacze

Pierwszy km zrobiłem w 4:59, drugi w 4:41, na trzecim piach, ale poszło 4:34, czwarty 4:37, piąty zrobiłem średnim tempem 4:04. Pomknąłem na tyle szybko, że średnie tempo wyszło na poziomie życiówki z października 2013 roku. Różnica była taka, że nie zmęczyłem się tak jak było to niemal dwa lata temu.
fot. Krystian Janik

Po biegu szybko oddałem chip i ruszyłem na przeciw Madzi. Po drodze minąłem Justynę i Kasię, Karolinę, zmęczonego Piotra. Wreszcie znalazła się Madzia. Walczyła dzielnie, okazało się, że po drodze znalazła sobie kompana. Dołączyłem do nich poganiając ich nieco. Z Madzią wbiegliśmy razem na metę. Po drodze Grześ zrobił nam bardzo dyplomatyczne zdjęcia. Dyplomatyczne, bo gdybyśmy się mieli czasem rozwodzić (oby nie), nie będziemy musieli rozcinać fotografii. Grześ sportretował nas osobno. ;)

Po biegu był czas na pogaduchy. Kasia rzuciła hasło startu w sztafecie charytatywnej organizowanej w ramach Biegam bo lubię. Szczegóły znajdziecie tutaj. My już się zapisaliśmy. Ja jak zwykle się ustawiłem - jestem jedynym mężczyzną w drużynie. No to się spocę by gonić na bieżni.
fot. Grzegorz Perlik

Porozmawialiśmy chwilę z Karoliną i Jackiem. Podobno szybko biegam. Kurcze. Jeszcze nie biegam szybko. Wszystko przede mną. Taką mam nadzieję.
fot. Grzegorz Perlik

I w zasadzie tyle na temat startu. Prawie. Wieczorem pojawiło się sporo głosów, że stara trasa była lepsza bo szersza i nie tak piaszczysta. Jak dla mnie jest super. Niemal typowo trailowa, różnorodna. Z piachem, utwardzonymi kamykami odcinkami i kawałkiem asfaltu. Pozostaje zastanowić się czy nie puścić jej w odwrotnym kierunku, wówczas stawka zawodników rozciągnie się tak, że najwęższe odcinki nie będą tak tłoczne.

Gdyby ktoś się zastanawiał nie planujemy kolejnej wizyty na onTour. Trzeba trochę pomieszkać w domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Trzynasty po raz drugi

Maraton Karkonoski poznałem dwa lata temu. Trasa wówczas zmasakrowała mnie na ostatnich 7 kilometrach. Do tego czasu nie wiedziałem, że zbie...