07 lutego 2015

2 tygodnie przerwy

Zrobiłem sobie wolne. Początkowo z przymusu, a w tym tygodniu z lenistwa, stresów i zmęczenia.
Ostatni raz buty biegowe miałem na nogach 25 stycznia w czasie 4 startu w City Trail. 26 stycznia udałem się w jedno z tych miejsc, których nie lubię, bo mi się kojarzą, czyli do Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Musiałem dać sobie wyciąć trzy zmiany barwnikowe. W sumie powinienem uważać z bieganiem, bo promieniowanie UV robią swoje, a moja skóra ma tendencję do szaleństw pigmentacyjnych. Jak byłem dzieckiem to wydawało mi się, że pewnego dnia będę miał tyle pieprzyków, że stanę się murzynem :D

No, w każdym razie doktor chlasnął mnie nożem w trzech miejscach, z czego dwa były newralgiczne jeśli chodzi o biegowe machanie rękami. Miałem plan, że otejpuję sobie okolice cięć, ale nic z tego nie wyszło. Gdy po tygodniowej przerwie wyszło, że mógłbym już biegać wyskoczyła niespodzianka i musieliśmy trochę poprzestawiać czas wolny i zrobić sobie "małe wakacje." Nerwy, stres i do tego brak konkretów. Stoimy niemalże w rozkroku. Jesteśmy jak dziecko zbierające klocki. Póki co je gromadzi, ale nie ma pojęcia co da się z nich zbudować.

Wieczorem jakoś nie mogłem wyjść na bieganie. Za dużo atrakcji, za duże zmęczenie. Do tego chyba dopada mnie zimowe przemęczenie. Oj jak mnie wkurza wizja wyjścia nocą na bieganie. Niby jestem nastawiony, że wyruszę, ale gdy przychodzi godzina 20:30 stwierdzam, że mi się nie chce, że za ciemno, że to i owo i znajduję przynajmniej 5 powodów by się nie przebrać i zostaję w domu. W środę próbowałem nawet wstać o 5 rano i wyskoczyć na poranne 14 km, ale ni cholery. Nie jestem rannym ptaszkiem. Nie idzie mi. Do tego było ciemno, ja byłem nie wyspany, w łóżku mogłem zostać jeszcze przez 2 godziny. Pod kołdrą ciepło. W głowie milion myśli. Nie. Nie i nie. Zostałem.

Tak, mam kryzys. Nadzieja w jutrze. 5 odcinek City Trail. Ruszam rano, zrobię 15 km rozgrzewki, wystartuję, wskoczę do samochodu, załatwię co trzeba i wrócę do domu. I mam nadzieję, że od wtorku nie będzie żadnych komplikacji.

I mam nadzieję, że te wszystkie klocki, które ostatnio zbieramy ułożą się w logiczną i optymistyczną całość. Nie. To nie nadzieja. To pewność. Tak będzie i tyle.

I wkurza mnie to, że nie biegam, i mam wyrzuty sumienia. Maraton nie wybacza takich zachowań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...