04 stycznia 2015

Monotonia? I tak i nie.

Gdybym szykował się do rekordu życiowego na dystansie 10 km z wolna kończyłbym przygotowania. Dziś finiszuje dziewiąty tydzień realizacji planu treningowego, a to oznaczałoby, że pozostały jeszcze trzy. (nie)stety nie ma tak dobrze. W maratońskich przygotowaniach czekają mnie w sumie 24 tygodnie, zatem wszystko co najlepsze przede mną.

Stosując terminologię Jerzego Skarżyńskiego - autora planu treningowego - dziesiąty tydzień zakończy "Orkę". W sobotę czeka mnie ostatnie 45 minut krosu aktywnego, a 15 stycznia pojawi się nowość w biegowych przygotowaniach czyli WB2 (jak kto woli bieganie w drugim zakresie intensywności). Początkowo 8 km tempem 5:00-4:55 min/km, docelowo dystans będzie się zwiększał, a tempo będzie oscylować w okolicach mego rekordowego na 10 km, czyli 4:55-4:45 min/km. Szczęśliwie rekord stary, bo z 26 kwietnia 2014 roku, a moja wydolność...?
Prawie 2 km podbiegu. W górę dobre 60 m. Mam tę moc?

Rośnie. Mam wrażenie, że te 9 tygodni, które minęły od 4 listopada i przebiegnięte dotychczas 417 km zrobiły dużo więcej niż ubiegłoroczne treningi do wybiegania 45 min. na 10 km (których nie zdołałem zrobić). Z zauważalnych postępów. Rozgrzewkowe kilometry (jak kto woli WB1) biegam szybciej o ok. 15-20 sek/km i mimo takiego przyspieszenia tętno mam niższe o dobre 5 uderzeń. Coraz częściej bywa, że biegnę tempem w okolicy 5:30, a tętno jest poniżej 150 ud/min. Oznacza to jedno. "Orka" przynosi efekty. Teraz pora na "Siew", który potrwa kolejne 9 czy 11 tygodni, a po nim BPS - Bezpośrednie Przygotowanie Startowe i 16 kwietnia debiut. Czy będzie w czasie jaki zakładam? Mam nadzieję, że tak.
Pod stopami dywan z igieł

Mą jedyną bolączką, z którą próbuję walczyć (ale po wybieganiach mam lenia) to gimnastyka siłowa. Chyba zabiorę się za nią w dni gdy nie biegam.
Gimnastyka siłowa? Lenistwo jest przyjemniejsze

A ten wpis miał być o czymś innym. O tym, że czytając mego bloga można mieć wrażenie, że bieganie jest fajne, że daje dużo radości, że och i ach. I tak w zasadzie jest, ale... Jest bardzo monotonne. Właściwie człowiek ciągle robi to samo. Wtorek 14 km w tym przebieżki, czwartek 14 km w tym przebieżki, sobota kros (35-45 minut), niedziela 20-25 km biegu ciągłego. I tak tydzień za tygodniem. Jedyna różnica to długość przebieżek. 10x100/100, albo 10x200/200 ewentualnie 10x400/400. Jako urozmaicenie, co drugi tydzień, staram się wrzucić coś, co poznałem rok temu na jedynych w mej karierze zajęciach Biegam bo lubię - bieg ze zmienną prędkością. To też przebieżki, ale według kombinacji 400/400 + 100/100 +300/300 + 200/400. Doszedłem do czterech powtórzeń, co daje na treningu 8 km. Potrafią dać w kość, zwłaszcza 300 m po setce.
Pierwszy podbieg na trasie krosu. Park Sobieskiego w Nakle to niezłe miejsce.

Ach! I jeszcze jedna pozytywna rzecz. Polubiłem długie wybiegania. Minionej wiosny trafiał mnie szlag, gdy miałem zrobić 15 km biegu ciągłego. Zdecydowanie przyjemniej robiło mi się ten dystans z przebieżkami. A teraz lubię sobie wyjść na 20 czy 25 km i pozwiedzać okolicę. Można zobaczyć parę fajnych miejsc i "okoliczności przyrody".
2 km od domu
A tu zapomniany krzyż w Gorzeniu

2 komentarze:

  1. Witam,
    a ten podbieg 2 km i 60 m różnicy to gdzieś w okolicach Drzewianowa?
    Pozdrawiam
    kuba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli uznać, że 18 km to okolice to owszem ;) a tak poważnie to droga z Gorzenia do Ślesina.

      Usuń

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...