01 października 2014

Sport ekstremalny

Półtora roku temu koleżanka opowiadała mi o swym starcie na dystansie jednej mili. Wniosek miała jeden. Że to paskudny dystans. W miniony weekend miałem okazję się o tym przekonać.
27 września 2014 r. XI Wrześniowe Biegi Feniksa w Mroczy. Dystans dla mężczyzn ok. 1750 m. Tak widniało na plakacie.
O starcie w tych zawodach myślałem już w 2012 roku, ale wówczas i rok temu nie zgrałem terminów. Tym razem niewiele brakowało bym nie pobiegł.

W początkach miesiąca umówiłem, się, że na godz. 14 pojawię się w Kcyni na ślubie koleżanki by zrobić kilka zdjęć dokumentujących to wydarzenie. W międzyczasie dowiedziałem się o mroteckich zawodach. Szczęśliwie okazało się, że start biegu mężczyzn zaplanowano na godz. 16:50, więc stwierdziłem, że da się załatwić obie imprezy.
Postanowiłem urwać się z Kcyni o godz. 15.40 by na okolice 16.20 być w Mroczy. Miałbym parę chwil na przebranie się, rozgrzewkę i start. W Mroczy zameldowałem się o 16.15, gdy się przebierałem usłyszałem komunikat, że na start zapraszane są kobiety (miały startować o 16.35). Nic to, przebrałem się, wskoczyłem za potrzebą i hej na bieżnię. Rozgrzewka - jedno okrążenie na bieżni i okazało się, że wzywają na start mężczyzn. Co u licha? Zrobiłem dwie krótkie przebieżki i zdyszany zameldowałem się na linii.
Komunikat: "Biegniecie panowie 4 okrążenia, to ok. 1500 m na naszym stadionie." Powiedziałem, że wolałbym 10 km. 
Start.
Fot. www.powiat24.pl

Poszły konie po żużlu. Planu na bieg w zasadzie nie miałem. Wcześniej stwierdziłem, że szybciej niż 4:20 min/km będzie najszybciej i raczej nie zdołam z tego niczego uszczknąć.
Konie po żużlu niczym mustangi przez prerię. Gnają, że hoho. W połowie łuku patrzę na zegarek. Tempo 3:50. Postanawiam zwolnić. Obok mnie biegnie Jarek. Spotkaliśmy się w ub. roku na biegu w Drzewianowie. Gonimy, gonimy, kilka rwanych zdań.

Drugi łuk bieżni. Przedziwny, bo prosta się nagle urywa i od niej krawężnik idzie pod jakimś dziwnym kątem.  Siła odśrodkowa chce w tym miejscu wyrzucić.

Gonimy. Wyprzedzam dwóch zawodników. Jeden leci w jeansach.

Fot. UMiG Mrocza
Drugie okrążenie, Jarek kawałek za mną. Połowa trzeciego. Zegarek krzyczy 1 km. Patrzę, zza pleców słyszę Jarka "Jaki czas?" Odkrzykuję "4:00. Ja tak szybko nie biegam." Zostało półtora okrążenia. Wytrzymać.

Gonię. Nie myślę. Dyszę w najlepsze. Boli. Od dawna. Gonię. Czwarte okrążenie, przeciwległa prosta. Postanawiam przyspieszyć, wydłużam krok, ale chyba niewiele z tego wychodzi. Boli.
Wreszcie meta. Karteczka z nazwiskiem do koszyka. Poczeka na losowanie nagród.
Fot. UMiG Mrocza

1,57 km, czas 6:21. Średnie tempo 4:02 min/km. Piecze. W piersiach. W gardle. "Tak szybko nie biegam." Miejsce? Nie wiem. Biegi Feniksa są z kategorii tych bez zapisów, oświadczeń o stanie zdrowia (przynajmniej w przypadku dorosłych). Bez klasyfikacji - za wyjątkiem pierwszej trójki. Bez pomiaru czasu.

Wyszedł mi najszybszy kilometr w życiu. Endomondo wyłapało 3:59. Wygląda ładniej niż 4:00:60 z garmina. Tego będę się trzymał.  Nie lubię takich dystansów. 11 listopada w Sadkach będzie tradycyjny bieg niepodległości. Tam jest ciut dłużej. Ok. 2,6 km. Ale coś mi się zdaje, że nie wystartuję. O ile żona wcieli w życie prezent na me 38 urodziny.


Nie cierpię krótkich dystansów. Jestem na nie za stary, a przez to za wolny. Grzesiek vel Kasjer stwierdził swego czasu, że od tego roku nie startuje na dystansach krótszych niż 10 km. Mówi, że jest na to za stary i tak szybko nie da rady. Ma chłop ze 20 lat więcej ode mnie i ma rację. Niech się tam goni młodzież, a my... jak w sypialni. Lepiej rzadziej, a dłużej niż częściej, a krócej ;)

XI Wrześniowe Biegi Feniksa. Rekordowe pod dwoma względami: najszybszego kilometra i najkrótszej rozgrzewki. I pomyśleć, że niemal spóźniłem się na start.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...