05 października 2014

Marszałek sejmu w okrążeniu

W sobotę po pracy zamierzałem pobiegać. Pierwotnie plan oscylował w okolicach nakielskiego stadionu, może parku (choć na kros dla mej nogi jest jeszcze za wcześnie). Aż nagle mnie tknęło. Jesień. Złote liście. Słońce. Wybiorę się w najpiękniejsze miejsce w okolicy. Mały wąwóz za chobielińskim dworem. Sprawdziłem szybko mapę, zapowiadało się ok. 15 km, w tym mocny podbieg w Chobielinie.


Postanowiłem dołożyć do tego wisienkę na sam koniec. Jeden z największych (o ile nie największy) podbieg w Nakle - ul. Gimnazjalna - Szkolna - Kazimierza Wielkiego.

Polecam www.geocontext.org
Start na Gimnazjalnej. Chodnik, trochę remontowanego asfaltu, później nudna ul. Długa z wybitnie nierównymi chodnikami, droga do Występu pod wiatr, ale bez dramatu. Niestety. Tempo przeciętne (5:52), tętno wysokie (168). I tak właściwie cały bieg.

Nie wiem co się dzieje z tętnem. Od półmaratonu w Pile mam jakieś wysokie. Obstawiam, że to wina przerwy od połowy lipca do niemal połowy września.

Przebiegłem Występ i wreszcie Chobielin. A tam...

Jaz i młyn - standardowy temat zdjęć
Za młynem słynna posiadłość marszałka sejmu, do niedawna ministra, Radosława Sikorskiego.
Temat trudny do sfotografowania
I wreszcie jesień.

Od tyłu jest go łatwiej złapać.
I wreszcie dwa spojrzenia na wąwóz.

Jako, że nie zamierzałem urządzać jakiejś poważnej sesji fotograficznej walczyłem telefonem niemal w biegu. Na deser został sławetny chobieliński bruk. Jakieś 400-500 m w dół.


W ten sposób obiegłem "Strefę zdekomunizowaną" (taki napis widnieje na tablicy przy bramie) - posiadłość marszałka sejmu.
Wracając do Nakła planowałem pierwotnie zajrzeć do jakiegoś sklepu w Występie by kupić wodę i coś do przegryzienia. Koniec końców odpuściłem.
Zdobywanie ul. Gimnazjalnej wyszło, gorzej było ze Szkolną i Kazimierza Wielkiego. Zamknęli mi przejazd kolejowy i musiałem poczekać dwie minuty. Nic to. Pod górę, im dalej tym bardziej stromo. Runda przez osiedle i finał. Łącznie 16,4 km.
A dziś dołożyłem nocne 13,4 i w ten oto sposób tygodniowy przebieg wyniósł 46,44 km. Poprzedni taki wynik był w górach 7-13 lipca, gdy zrobiłem 50 km.

Na deser noga. Ból łydki, który sponiewierał mnie w połowie lipca ustąpił. Chwilami pojawia się ból uda, ale jest do zniesienia. Prawdę mówiąc nie jest jakiś szczególny i pojawia się na krótko. Da się biegać.
Jaki z tego wniosek? Potwierdza się to, co pisałem na początku września. Następnym razem nie pomyślę o ortopedzie, a ruszę do Ortimedu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Trzynasty po raz drugi

Maraton Karkonoski poznałem dwa lata temu. Trasa wówczas zmasakrowała mnie na ostatnich 7 kilometrach. Do tego czasu nie wiedziałem, że zbie...