04 września 2014

Klemens Biniakowski i bieg jego imienia. [archiwum maratonypolskie.pl 20.06.2014]

Klemens Biniakowski (1902-1985) teraz powiedzielibyśmy o nim "czterystumetrowiec" bo też na tym dystansie zdobył najwięcej tytułów mistrza Polski (7 plus 6 w sztafecie). To on, jako pierwszy Polak złamał magiczne 50 sekund na tym dystansie, w końcu zatrzymał się na wyniku 48,8 sekundy.
Nie będę pisał jego biografii. Kto ciekaw sobie wyszuka. Kiedyś czytałem jego wspomnienia pisane dla lokalnego dziennika. W mej pamięci utkwiło z nich kilka rzeczy obrazujących co wyczyniał na bieżni.
Scena pierwsza: Park miejski w Nakle nad Notecią (1923 rok). Skok wzwyż trenowany przez zawodników Sokoła. Poprzeczka (a w zasadzie linka) zawieszona na 125 cm. Biniakowski ubrany w codzienne ciuchy przeskoczył 145 cm.

fot. http://bi.gazeta.pl/im/60/eb/eb/z15461216F,Legitymacja-Klemensa-Biniakowskiego-na-igrzyskach-.jpg

Scena druga: rok 1933. Jeden dzień mecz lekkoatletyczny Poznań – Bruksela. Starty w 5 konkurencjach (100, 200, 400, sztafety 4x100 i szwedzka) – wszystkie wygrane. Tego samego dnia podróż do Warszawy na mecz Polska – Belgia, wygrane 4 konkurencje.
Niestety starty w igrzyskach w Amsterdamie i Berlinie nie były dla niego udane, co nie zmienia faktu, że na lekkoatletycznych bieżniach potrafił nieźle pozamiatać.

Zmierzenie się z Biniakowskim, a w zasadzie z biegiem jego imienia chodziło mi po głowie na długo zanim zacząłem biegać. Z dziesięć lat temu pomyślałem sobie, że wystartuję w następnych zawodach. Muszę tylko pamiętać by na dwa tygodnie przed startem trochę pobiegać. O ja naiwny! Myślałem, że owe dwa tygodnie wystarczą. Tak czy owak z różnych powodów nie startowałem. Na bieżni stadionu im. K. Biniakowskiego zameldowałem się dopiero w jubileuszowej, XXV edycji. Dystans jaki nam tu oferują jest karkołomny. 3340 m (faktycznie 3500). Tu trzeba zacisnąć pośladki i biec mimo bólu. Prawdę mówiąc tak krótkich dystansów nie lubię.
Nakielska impreza jest z innej epoki. Nie ma oczipowanego pomiaru czasu, nie ma nawet numerów startowych. Mało tego! Na dobrą sprawę nie ma zapisów przed samym biegiem. Całość załatwiają karteczki z danymi zawodnika, które oddaje się sędziemu po przekroczeniu mety. Ot ciekawostka. Identycznie sprawa ma się z biegami dziecięcymi.
Nim zmierzyłem się z tym sprinterskim dla mnie dystansem pojawiłem się z córką, by wystartowała w biegu przedszkolaka. Czekało na nią 200 metrów, pierwsze bieganie na stadionie. Po 30 metrach wywróciły się dwie dziewczynki, Weronia szczęśliwie to minęła. Niestety poszpitalne braki kondycyjne robią swoje. Przybiegła jako ostatnia, smucąc się, że nikogo nie wyprzedziła. Cóż. 50 metrów przed metą miała za sobą jedną zawodniczkę, uczestniczkę kraksy, niestety dziewczę zeszło z bieżni. Ale bieg wywołuje na mej twarzy uśmiech za sprawą zdjęcia, które zrobił pracownik urzędu gminy. Jest na nim wszystko co w sporcie piękne. Radość Weroniki i ból biegnącej na ostatnim miejscu. I nic to, że na metę wbiegła ostatnia, ważne, że z uśmiechem.


Biegi dziecięce i młodzieżowe wyglądały optymistycznie. Wystartowało w sumie 215 osób. A dorośli? Cóż. Było kameralnie. 28 zawodników.
No to pobiegłem. Plan minimum na przewidywany dystans 3340 to 15:30. Plan optimum poniżej 15:00. Dwa kółka na stadionie, jedno przez osiedle, powrót na jedno na stadion, znów osiedle i 400 m na stadionie. Dziwna kombinacja, ale poszło. Zawsze po starcie zastanawiam się czy to ja jestem tak słaby, czy rywale mocni. Klepałem tyły. Pognało towarzystwo, że hoho, ale od 1/3 dystansu zacząłem wolno wyprzedzać. Efekt taki, że przybiegłem 14, czas 14:53. Po drodze poprawiłem endomondowe pomiary testu Coopera, 1 km, 1 mila i 3 km. Z biegu oczywiście jestem zadowolony, choć nie powiem, chciałoby się kończyć nie w połowie, a w 1/3 stawki. Na to jednak musiałbym urwać 2 minuty. Może kiedyś, jak zejdę z końcówki kategorii M30 do M20. Ale tego się nie da. Za dwa lata ląduję w M40.

fot. powiat24.pl

Za osiem dni start w półmaratonie w Unisławiu. Ciekawe co zrobi ze mną tamtejszy sławetny podbieg. Czy faktycznie jest takim mordercą? A może zdołam poprawić debiutancki wynik z Inowrocławia (1:45:41)?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Trzynasty po raz drugi

Maraton Karkonoski poznałem dwa lata temu. Trasa wówczas zmasakrowała mnie na ostatnich 7 kilometrach. Do tego czasu nie wiedziałem, że zbie...