27 sierpnia 2014

Kulinarnie przed Półmaratonem Philipsa

W moim bieganiu bieda. Jedna długa pauza. Widać to na wykresie tygodniowych przebiegów (na miesięczne boję się spojrzeć). Do ortopedy pójdę 2 września. Wcześniej nie chce mnie przyjąć.

Start w półmaratonie w Pile jest jednak coraz bliżej. Jeszcze półtora miesiąca temu umawiałem się z Jackiem Sikorskim, że dołączę do jego grupy prowadzonej na czas 1:40. Taki miałem plan, zwłaszcza, że bieganie po górkach w okolicach Karpacza całkiem nieźle mi szło i pozwalało mieć nadzieję na zbudowanie formy.
Teraz niestety nie ma na to szans. Noga pobolewa, ale trzeba przypomnieć sobie o co chodzi w bieganiu. 22 sierpnia wyskoczyłem na wolne 8-9 km. Było wolne. Zacząłem tempem 6:17/km, później przyspieszyłem w okolice 5:45, ale kilometry 7-9 pokazały w jak głębokiej studni jestem. Tempo spadło poniżej 6 minut na kilometr, puls szalał, nogi bolały ze zmęczenia. Szczęśliwie łydka jakoś wybitnie nie doskwierała.
Wróciłem załamany, wątpiąc w plany spokojnego startu w połówce (oszczędzającego nogę) na czas 2:00.


Kolejne bieganie w poniedziałek, zanim do niego doszło z Weroniką zabraliśmy się za jeden z jej ulubionych obiadów - torcik warzywny. Co to za zwierzę? Zapiekane warzywa wrzucone w kruche ciasto. Przepis? Oto on:
Potrzebny jest kalafior, brokuł i marchew. Kalafior i brokuł do podzielenia na małe różyczki, marchew do pocięcia w słupki. Trzeba to lekko podgotować. 
W czasie gotowania zrobić kruche ciasto:
Do mąki wsypać proszek do pieczenia, nieco soli, wrzucić margarynę (wiem, wiem niezdrowe tłuszcze trans), albo wlać oliwę lub jakiś olej. Dość sporo. Do tego jedno jajko i nieco wody (tak, by ciasto nie kleiło się do dłoni). Nie piszę proporcji, bo zawsze robię to na przysłowiowe oko.
Ciastem wyklejamy miskę żaroodporną.




Robimy sos.
Potrzebna śmietana (daję kubek), dwa jajka (jak są same białka to jeszcze lepiej), starty ser i najważniejszy składnik - gałka muszkatołowa (ja trę, bo ma najlepszy aromat) i to całkiem sporo. Ile? posmakuj co jakiś czas by sprawdzić czy nie jest jej za mało.

Podgotowane i odsączone warzywa wrzucić do miski (tym razem nie miałem brokuła).

Zalać przygotowanym sosem

I na górę położyć ser. Wstawić do rozgrzanego piekarnika ok. 180 stopni (nie przykrywać miski!) na 20 minut.

I tyle. Jeść i się delektować.

A jak poszło poniedziałkowe bieganie? Nie było źle. Na podbiegach zwalniałem by nie nadwyrężać łydki. Nogi nie bolały. Plan na 7 września ustalę bliżej tego terminu.  :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Momiji

W Mierzęcinie byliśmy w ubiegłym roku, postanowiliśmy i w tym, jakby tego było mało postanowiliśmy pokusić Grzesia - entuzjastę Japonii. Dał...