16 sierpnia 2014

Bieganie uzależnia

Mówią, że nikotyna, alkohol, narkotyki. Nie mówią, że cukier, choć to fakt (oj lubię z rana strzelić sobie do kawy lidlowe ciastko z morelą). Podobnie jest z bieganiem. Wciąga jak tokarka rękę. Potrafi zawładnąć umysłem, sprawiać, że kilka razy dziennie rozmyśla się i planuje treningi, starty, układa się ich scenariusz, wizualizuje...
Nie wiem czemu. Lubię ten widok
Nie daję rady kompletnie odciąć się od biegania. Co 5-6 dni muszę wyjść na parę kilometrów by sprawdzić czy noga boli. Tak było także dziś. Wyskoczyłem z łóżka, łydki odziałem w kompresję i wyskoczyłem w pola. Założyłem, że tak jak ostatnio nie wbiegnę do lasu. W lipcu było tam makabrycznie. Ogromne ilości gzów latały wokół głowy, obijały się o nią i niemalże za nic miały warstwę odstraszającego OFFa. Niemalże, bo szczęśliwie nie miały ochoty gryźć, ale próbowały się do mnie dobrać. Dzisiejszy poranek okazał się łaskawy i nie było żadnego latającego tałatajstwa.

Jak poszło? Nijak. Noga boli na milion sposobów. W zgięciu kolanowym i ponad. Po zdjęciu skarpet kompresyjnych także w łydce. Postanowiłem chrzanić doustne leki przeciwzapalne. Poczekam na wynik RTG i opinię ortopedy.


Zrobiłem 4,16 km w czasie 23:38. Na końcówce trochę przycisnąłem. Zauważyłem, że daję radę biegać równo. Dziś pierwsze trzy km robiłem w czasie 5:52; 5:50 i 5:48. Czwarty trochę szybciej.




A w południe ruszyliśmy  do Inowrocławia by poszaleć w parku linowym. Przyjemne miejsce, ceny znośne, wszyscy zadowoleni. Może nie był to zbyt dobry pomysł dla mojej nogi, bo trochę ją powyginałem, ale zabawa była przednia. Zanim zamknęliśmy inowrocławskie harce kawałkiem koncertu Green Grass wyskoczyliśmy na pizzę do restauracji o subtelnej nazwie "Róże, Fiołki i Aniołki". Smacznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Trzynasty po raz drugi

Maraton Karkonoski poznałem dwa lata temu. Trasa wówczas zmasakrowała mnie na ostatnich 7 kilometrach. Do tego czasu nie wiedziałem, że zbie...